poniedziałek, 14 września 2009

Stadion rządzi!!!!

Kolejna niedziela przy brudnych stołach na stadionie...i kolejne odkrycie! Tym razem sklep (a nawet dwa) z wietnamskim jedzeniem... większość produktów w tym sklepie pozostaje niestety dla mnie zagadką, niemniej weszłam w posiadanie mąki ryżowej (na placki) oraz pysznego, świeżego, mięciutkiego tofu!!!! Cena to tylko 3 zł za sporą kostkę! Od dzisiaj nie jem żadnego innego:)



niedziela, 13 września 2009

ale właściwie po co mi ten weganizm?

Domyślam się, że nie muszę już nikomu tłumaczyć idei i sensu wegetarianizmu, ale o co właściwie chodzi z tym całym weganizmem? Że niby jajek, mleka i serów też nie? Ale po co? Przecież to nie żyje. Nikogo nie zabijam.

Owszem. Nikogo nie zabijam. I właściwie nie mam nic przeciwko jajkom i mleku... i jak już będę miała ten domek na wsi to być może będę tam też miała kury, kozy i krowę. Ale jeszcze go nie mam, a to co oferują nam sklepy jest niestety dalekie od wiejskiej sielanki. I o to w tym wszystkim chodzi. O tragiczne warunki w których przetrzymywane są zwierzęta hodowlane. O ból i cierpienie, a dodatkowo też o antybiotyki i inne ulepszacze, które zjadasz z jajkiem i wypijasz z mlekiem. Dla mnie mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego to jedna i ta sama historia. Nie wiem dlaczego w dalszym ciągu miałabym udawać, że tak nie jest. Na szczęście jest alternatywa. Ekologiczne farmy wychodzą na przeciw wszystkim którzy nie chcą już dłużej ignorować faktu, że jedzą jajka od kur bez dziobów, nie mogących przez całe życie się poruszyć nawet na kilka centymetrów, i pić mleka od krów które nigdy nie widziały słońca.

Początkowo po prostu przerzuciłam się na takie produkty. Z czasem zauważyłam, że przestały mi one być potrzebne. Na myśl o jajecznicy robi mi się niedobrze...za to sojecznica....mhmmmmm J

Innym bardzo ważnym dla mnie argumentem prowegańskim jest zdrowie. Całe życie miałam problemy z trawieniem. Po posiłkach często czułam się ciężka, ospała, bez energii. Wszystko zmieniło się odkąd wyeliminowałam produkty odzwierzęce. Poprawił mi się też wygląd skóry, jelita pracują regularnie.

Co ciekawe, mimo, że w przeszłości byłam słodyczowym potworem-zjadałam wszystkie słodkości w zasięgu wzroku, odkąd przerzuciłam się na weganizm słodycze w ogóle mnie nie kręcą. Kręci mnie za to gotowanie. Wkręca coraz bardziej...

Regularne badania krwi wykazują, że wszystko w normie.

Najważniejszy jest dla mnie jednak spokój wewnętrzny i spójność między uczuciami a czynami. Staję się sobą. Taką jaka jestem. Jaka zawsze byłam tylko schowana pod maskami i bezradnością która towarzyszyła mi od dzieciństwa. W końcu potrafię się sprzeciwić i nie brać udziału w tej masowej paranoi ery supermarketów i photoshopa.

Na koniec zaznaczę tylko, że jestem cały czas „w procesie“ przechodzenia na weganizm i zdarza mi się jeszcze czasem zjeść coś odzwierzęcego. Daję sobię jeszcze czas...

Tahini

To uprażone (albo i nie) zmielone z dodatkiem oliwy ziarna sezamu.Osobiście nie przepadam za sezamem, ale jako tahini smakuje on zupełnie inaczej.

Pastę taką stosuje się głównie jako dodatek do hummusu. Można ją kupić w sklepie (np. evergreen), ale kosztuje kilkanaście złotych, a samodzielne przyrządzenie takiej pasty to koszt ok 2 złotych plus 15 min roboty:)

Ponieważ ostatnim razem przygotowując hummus zrobiłam takiej pasty zdecydowanie za dużo, wrzucam go teraz do każdej przygotowywanej przezemnie pasty warzywnej. Rezultaty przerastają moje oczekiwania J Szczególnie udane było dzisiejsze połączenie tahini z zielonym groszkiem z puszki, oleju i odrobiny mleka kokosowego(dla uzyskania odpowiedniej konsystencji).PYCHA.

Niestety nie posiadam dobrego aparatu, dlatego zdjęcia przeze mnie wykonywane są mało apetyczne. Ponieważ jednak zdjęcie zawsze pobudza wyobraźnie dlatego myślę, że lepiej wrzucić to co mam niż nic.


piątek, 11 września 2009

Leniwa niedziela

W ostatnią niedzielę wybrałam się na stadion(a właściwie to co po nim zostało). Specyfika tego miejsca jest nie do opisania. Wystarczy zrobić kilka kroków w boczną uliczkę i masz poczucie jakby właśnie jakaś nieznana siła teleportowała cię prosto do obskurniej budy w wietnamie serwującej tofu.Robisz kilka kolejnych kroków i jesteś już na Sri Lance delektując się soczewicą i plackami z mąki ryżowej i mleka kokosowego.

Tofu..trzeba przyznać- przepyszne.Wielka micha to zaledwie 10 zł, a w niej... makaron ryżowy, kiełki, orzechy, cebulka prażona i oczywiście pyszne tofu.
Dosyć dziwną "atrakcją" posiłku był...krab...prawdziwy, żywy krab uciekający po posadce niewątpliwie przed rychłą zagładą.Długo niezauważony przez obsługę.



A potem wielki międzykulturowy piknik na Pradze Północ i ormiańska przekąska.
Papryczka nadziewana ryżem i warzywami.

Hummus


Przeznaczenie: pasta do smarowania chleba i jako dodatek do potraw.

Po raz kolejny zabieram się za hummus. Póki co, jak zwykle zdążyłam przypalić garnek z cieciorką. Tym razem namoczyłam ją na noc, jednak w dalszym ciągu wymaga długiego gotowania.Oczywiście mogłabym użyć cieciorki z puszki, ale przy produkcji dużej ilości hummusu jest to mało opłacalne.

Skład:

-cieciorka

-sezam(zabrązowiłam go na patelni)

-olej(powinno się używać oliwy z oliwek, ale chwilowo brak jej w moim domostwie)

-przyprawy (sól, pieprz, sos sojowy)

(w orginalnym przepisie jest jeszcze sok z cytryny i czosnek o czym mi się zapomniało)

Wszystko wrzucamy do wysokiego naczynia i miksujemy.Nie podaje proporcji, bo robię to na oko, zaczynając od małej ilości sezamu i w miarę potrzeby dosypując. Należy pamiętać o „porządnej“ ilości oleju. Zbyt suchy humus jest po prostu niesmaczny.Powinien mieć łatwą do rozsmarowania konystencje.

Koszt czasowy: 10 min (zakładając, że mamy już ugotowaną cieciorkę)

Koszt w złotówkach: dosłownie 2-3 złote.Zależy od ilości produktu. Oczywiście jeżeli użyjemy oliwy będzie trochę drożej.

Jeżel już o humusie mowa, to wyraże swoją tęsknotę za Londynem (niewiele rzeczy mi się tam podoba, ale to napewno).W każdym osiedlowym markecie na półkach znaleźć można kilka rodzajów humusu(z czosnkiem, ziołami, papryką itp) i kosztuje to tam oczywiście bardzo małe pieniądze.Jest to zasługą emigrantów blisko wschodnich(bo stamtąd właśnie pochodzi humus) których w Londynie pod dostatkiem. U nas humus można znaleźć chyba jednynie w sklepie „kuchnie świata“ w mało przystającej do rzeczywistości cenie.


zdjęcie "pożyczyłam" z wikipedii bo moje czekają jeszcze na wgranie.

Owocowe śniadanie

Miałam dzisiaj wielką ochotę na lekkie, owocowe śniadane. Poranek jednak okazał się chłodny dlatego wróciwszy ze spaceru postanowiłam odrobinę zmodyfikować wcześniejsze postanowienie. Owoce były, owszem, ale wrzuciłam je dosłownie na minutę-dwie do rondelka z odrobiną wody. Wszystko podlałam tłuszczem kokosowym, dodałam korabu, cynamonu i podprażony słonecznik.Dodam, że trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, aby owoce były słodkie. Kwaśne śliwki lekko popsuły smak. Mimo tej niedogodności bardzo smakowało.

-banan

-śliwki

-brzoskwinia

-gruszka

-słonecznik


KORAB

Wiedziałam o jego istnieniu, jednak nigdy na niego nie polowałam.Nabyłam go przez przypadek, leżał samotnie w kąciku w sklepie ze „zdrową“ żywnością. Już wtedy wiedziałam, że kakao mi nie służy i pomyślałam, że korab może być świetnym zamiennikiem.

Ale od początku. Korab to inaczej chleb świętojański jednak z chlebem nie ma on nic wspólnego-kolorem i konsystencją przypomina po prostu kakao. Smakiem również, ale nie ma co się oszukiwać.Kakao to kakao-korab to korab. Początkowo nie do końca podobał mi się ten smak...jest bardzo intensywny. Jednak z czasem zaczęłam się do niego przekonywać i obecnie( w małych ilościach) często dodaje go do słodkich potraw.Dzisiaj rano dodatkowo odkryłam, że fantastycznie smakuje połaczony z cynamonem. Korab jest naturalnie bardzo słodki i nie musimy dodatkowo dosładzać potraw. Zawiera potas, wapń, fosfor, magnez, sód, żelazo, i witaminy B2 i B6, oczywiście zjadamy go w tak małych ilościach,że raczej ciężko „dożelazować“ korabem organizm. Miło jednak, że nie jest „pustym“ dodatkiem. Opakowanie 150 g to koszt 4-5 zł i taka ilość starcza na baardzo długo.

jak nie śmiecić

Tu pomysłowo zachęcająca do segregacji odpadów stronka.

Coś o środkach chemii gospodarczej

W końcu zmobilizowałam się do kolejnego wegańskiego kroku. Zakupiłam środki czyszczące od firm nie przeprowadzających testów na zwierzętach. Okazało się to całkiem łatwe i tanie :) Jedną z takich firm jest polska firma Pollin znajdująca się na liście KlubOK! (lista ta skupia firmy kosmetyczne itp, które od co najmniej 5 lat nie testują na zwierzętach,i nie używają produktów pochodzenia zwierzęcego).Kupiłam również,uwaga...orzechy do prania:) Czytałam wiele pozytywnych opinii na ich temat, ale o ich prawdziwym działaniu przekonam się dopiero za kilka dni. Wszystkie zakupy zrobiłam w sklepie internetowym evergreen który niedawno polecała wiecej yofu dlatego nie będę się powtarzała.

A dla tych którzy nie do końca rozumieją sens używania nietestowanych środków czystości zamieszczam filmik. Wprawdzie robię to nielegalnie, ale w słusznej wierze :) Jest to fragment filmu "Ukryty za maską" który jest niestety jak większość filmów tworzonych przez obrońców praw zwierząt trochę nazbyt propagandowy, ale i tak dobry :) Dla chętnych dysponuje całością.
Pani wypowiadająca się w tym fragmencie to działaczka PETY której udało się zatrudnić w instytucie przeprowadzającym testy:


video

czwartek, 10 września 2009

Wariacje na temat kalarepki

Nigdy nie wiedziałam jak się za nią zabrać. Kupuję ją często,obieram i chrupię. Ale ileż możnaJ.

1.Tym razem spróbowałam ją pokroić i zmieszać z orzechem włoskim oraz pokrojoną, suszoną morelą, wszystko podlane odrobiną tluszczu kokosowego. Efekt wyśmienity, czego zapewne zdjęcie poniżej nie oddaje. Nadrabiam więc pin up girl. Teraz jest może bardziej kusząceJ


2.Idąc za pomysłem Icantbelieveitsvegan postanowiłam sporządzić własny mix koktajlu warzywno-owocowego. W moim zestawie znalazły się:

-kalarepa (pokrojona na drobne kawałeczki)

-liść kapusty

-śliwki

-ogórek

-banan

w innych wersjach dodawałam jeszcze brzoskwinie, gruszki.

Wszystko oczywiście mieszamy blenderem.

Efekt smakowy jest naprawde fantastyczny. Dla mnie, bo Misza(na zdjęciu) nawet nie chciała spróbować. W wersji z brzoskwinią koktajl spełnia również walory estetyczne, bo w wersji poniżej może niekoniecznie JDużo bardziej smakuje mi taki koktajl niż czystoowocowy-który zazwczaj jest za gęsty i za słodki (albo za kwaśny jeśli trafiło się na kwaśne owoce ).