piątek, 30 lipca 2010
wtorek, 20 lipca 2010
witamy w naszej bajce
A tymczasem z okazji 600- lecia bitwy pod Grunwaldem (15 lipca! )-Krzyżak z wami :)
sobota, 26 czerwca 2010
PESTYCYDY I INNE ŚWIŃSTWA KTÓRYCH TAK BARDZO SIĘ BOIMY
Hmm....niestety nie jestem w tej dziedzinie specjalistką, ale:
po pierwsze: staram się kupować ekologiczne warzywa. Przynajmniej ok. 50 % z tego co jem.
po drugie: kupuje owoce i warzywa we właściwym dla nich sezonie, czyli wtedy, kiedy dojrzewają w moim regionie, a przy okazji są najtańsze. Im bliżej rosły mojego miejsca zamieszkania tym lepiej. Mniej ryzyka, że były traktowane chemikaliami , aby podnieść ich trwałość podczas transportu (jedyna moja słabość to awokado i banany :)
Mam też dobrą wiadomość. Są sposoby na pozbycie się pestycydów, nawozów, środków owadobójczych i innych takich.
Jednym z nich jest EX’SIR(pod tym linkiem pełny opis produktu) dostępny w sklepie evergreen.pl

Są również domowe sposoby na pestycydy (niestety nie pamiętam na jakiej stronie to znalazłam):
"Składniki (2 szklanki płynu):
1 szklanka wody
1 szklanka octu
1 łyżka sody oczyszczonej
20 kropli wyciągu z pestek winogron
Uwaga: wyciąg z pestek winogron służy jako naturalny środek konserwujący, możesz go pominąć jeśli przygotujesz płyn jako środek do jednorazowego umycia wszystkich warzyw.
Wymieszaj wszystkie składniki w wysokim naczyniu. Rób to delikatnie, bo kombinacja octu i sody oczyszczonej ma silne właściwości pieniące. Gdy roztwór przestanie się pienić przelej go do butelki z rozpylaczem. Spryskaj tym płynem warzywa przed jedzeniem, odczekaj 10 minut i dokładnie opłucz wodą.
Uwaga: Nie pryskaj tym płynem grzybów, bo nasiąkną nim.
Tak oczyszczone warzywa będą na pewno zdrowsze ale oczywiście nie staną się przez to ekologicznymi. Spryskaniem nie pozbędziesz się też 100% pestycydów ale warzywa będą dużo czystsze a więc i zdrowsze niż warzywa jedynie płukane w wodzie. Tak więc jeśli nie możesz używać w pełni ekologicznych warzyw, przynajmniej postaraj się je oczyścić maksymalnie z pestycydów."
p.s. A może ktoś z was wie coś więcej na ten temat?
NA LENIWO
A dla wszystkich wielbicieli tych stworzeń polecam TEN FILM :)
znalezione na pinktreefrog.typepad.com
I jeszcze fajna stronka z surowymi przepisami....dla tych którzy myślą, że surowe musi być nudne:)
GONE RAW.COM
piątek, 25 czerwca 2010
Jemy za darmo
środa, 23 czerwca 2010
VITA VITA!!!!!

Zabawne, że jeszcze kilka lat temu będąc wegetarianką, uważałam wegan za nieszkodliwych szaleńców :)
czwartek, 17 czerwca 2010
Witaj po radosnej stronie życia!!
niedziela, 13 czerwca 2010
urzekła mnie twoja historia...
środa, 2 czerwca 2010
"Czy dieta wegańska ma oparcie w nauce?"

Dzisiaj korzystając z dnia wolnego od pracy wybrałam się na konferencję zorganizowaną przez stowarzyszenie Empatia w ramach TYGODNIA WEGANIZMU. Temat spotkania: "Czy dieta wegańska ma oparcie w nauce?". I tak to wysłuchałam półtoragodzinnego wykładu mgr Małgorzaty Desmond, która z szybkościa karabinu maszynowego bombardowała słuchaczy statystykami, wykresami, badaniami i analizami wszystkich poważnych światowych ośrodków naukowych zajmujących się zdrowiem. W skrócie powiem tak: JEST ŚWIETNIE. Dobrze zbilansowana dieta wegańska jest odpowiednia dla wszystkich (dzieci, kobiet w ciąży, karmiących matek). Z najważniejszych dla mnie rzeczy, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę:
poniedziałek, 31 maja 2010
NIERAFINOWANE MASŁO SHEA (KARITE)

Od jakiegoś czasu zamiast 10 kremów i mazideł na każdą część ciała, używam jedynie masła shea. Jest to produkt w 100 % naturalny, pozyskiwany z owoców drzewa shea, rosnącego na terenie Zachodniej Afryki, na otwartych przestrzeniach sawanny( swoją drogą ciekawę czy można je dostać w wersji fair trade). Ostatnio zaopatrując się w ten produkt postanowiłam pójść krok dalej i zakupić jego nierafinowaną wersję (ok. 4 zł za 50 gram na allegro). Kupiłam aż 250 gram więc byłam wielce zrozpaczona, bo nierafinowane masło karite okazało się mieć specyficzny, niezbyt przyjemny zapach. Jednak nie wszystko stracone. Masło to rozpuszcza się przy wyższej temperaturze, wiec je troszkę rozpuściłam, dodałam olejki eteryczne i trochę olejku jojoba, żeby nie robiło się zbyt twarde i utrzymało kremową konsystencje. Miałam jednak wrażenie, że olejki zapachowe w ogóle nie doszły do głosu przy intensywnym smrodku nierafinowanego masła. Jednak po kilku dniach, albo substancje te się “przegryzły” albo mój węch poszerzył swoją tolerancje, niemniej zapach ten przestał mi przeszkadzać. Trzeba również nadmienić, że mój “krem” wąchała trójka moich znajomych i żadne z nich nie wyczuwało w tym zapachu nic rażącego.
Przejdźmy jednak do najważniejszego. Skóra posmarowana masłem shea robi się bosko gładka, miękka, nawilżona….nie mogłam uwierzyć, że mogę mieć tak cudowną skórę!!!! Masło shea jest naturalnie bogate w witaminy A i E oraz witaminę F, która pozwala rozluźnić mięśnie.
Substancje zawarte w maśle chronią i wzmacniają cement komórkowy warstwy rogowej skóry, co poprawia jej elastyczność.
Jest naturalnym filtrem słonecznym i podobno nadaje się również do opalania.
Nie ma działania alergizującego, może być aplikowane na wszystkie obszary ciała. Ja stosuje masło shea również jako balsam do ust. Po dwóch dniach przestałam mieć suchę usta, a z problemem tym walczyłam już wieloma pomadkami.
Nie widzę więc żadnego powodu, żeby używać jakichkolwiek kremów. Do twarzy jak już kiedyś wspomniałam używam mieszankę olejków na bazie jojoba albo oleju z awokado,lub nagietka, który właśnie testuje. Do stóp olej rycynowy, a do rąk również masło shea. Bardzo dobrze mi nawilżyło suche skórki przy paznokciach. Wszystko to w połączeniu z "magicznym" mydełkiem o którym niedługo napiszę daje cudowny, naturalny i całkiem tani zestaw kosmetyków, a co ważniejsze ładne i gładkie ciałko :)

